niedziela, 5 lipca 2020

Lady in blue

Temat dam, damowych atrybutów itd. to mój ulubiony temat. Zatem, jak tylko trafiłam w internecie na ten wzór (i kolejny, który pokażę w następnym poście) nie mogłam się oprzeć. Kolejka wzorów do realizacji musiała zostać zmodyfikowana i powstała Lady in blue, jak ją sobie nazwałam.
Hafcik jest niewielki, na jakieś dwa wieczory. Wyszywałam na lnie, co szczególnie lubię. No i ten niebieski kolor...


Szczęście moje dopełniła idealnie pasująca ramka z passportou, którą znalazłam wśród strychowych przydasiów. 


Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do obejrzenia kolejnej lady :)

niedziela, 28 czerwca 2020

Róże w moim ogrodzie

Zawsze zazdrościłam dziewczynom, które wyszywają różne maleńkie hafciki. Uwielbiam je, ale zawsze zniechęcało mnie do nich szukanie nici - ile ich bym nie miała to zawsze brakuje kolorów, płótna - ciąć dużego kawałka szkoda, resztki zawsze za małe, za wąskie...itp.
Jednak niektórym hafcikom oprzeć się nie da.
Pięknie się lato w ogrodzie zagościło, więc takie maleństwo sobie wyszyłam.
Przy okazji pokazuję moje róże, w tym roku, po łaskawej dla nich zimie przepięknie kwitnące.
Róże angielskie
 Tutaj moja najukochańsza róża "Barok", w tym roku kwitnąca w iście barokowym stylu
 
 Nowy nabytek, róża pnąca nie wiem jak się nazywa, ale najbliższa jej to chyba "Haendel"
 Bonica

A tutaj mój ogrodowy ewenement: jaśminowiec przeplatany różą okrywową, której w porę nie przesadziłam i teraz powodują razem eksplozję białych, pachnących kwiatów.

 Pozdrawiam gorąco w ten wakacyjny czas :)

niedziela, 21 czerwca 2020

Taca na niebieskie...

Długo chodziła za mną taca pasująca do mojej niebieskiej, angielskiej porcelany. Ciągle brakowało mi jednak pomysłu aż w końcu zrodziło się coś takiego: jeden z pięknych serwetkowych motywów filiżanki (niebieski oczywiście) i motywy z szablonów, takie troszkę niekompletne, przetarte jakby już nieco ...
A tutaj dowód, że to taca na niebieskie...
Pozdrawiam wszystkie miłośniczki niebieskiej porcelany, bo wiem, że wśród Was jest takich kilka :)

niedziela, 7 czerwca 2020

Letnia poduszka

Kiedyś, kiedyś dostałam od Bożenki wzór takiej dziewczyny. Długo czekała na wyszycie, aż w końcu szukając przerywnika w haftowaniu piwonii dokonało się. Dziewczyna bardzo skojarzyła mi się z latem, do którego od dawna tęsknię.
Nie chciałam jej oprawiać w ramkę, bo obrazków i tak nie mam już gdzie wieszać, więc postanowiłam uszyć poduszkę. Wykorzystałam tu kawałeczek sztruksu w zielonym kolorze z kwiatuszkami. I tak powstała nowa letnia poduszka.
Długo zastanawiałam się nad kolorem (bardzo podobała mi się wersja Bożenki, czyli kolor niebieski), ale padło na bardzo ciemną zieleń. Żeby haft nie wyszedł zbyt duży wyszywałam na kanwie 20.

 I jeszcze raz w pełnej okazałości.
Pozdrawiam cieplutko, nareszcie!

poniedziałek, 25 maja 2020

Oprawiony aniołek

No i kolejny haft oprawiony. Czekał sobie aż sytuacja pozwoli mi na udanie się do mojego ulubionego punktu oprawy obrazu. Poszaleć za bardzo nie mogłam, bo koszty miałam nieco ograniczone, ale moim zdaniem jest OK. Praca skończona, można obdarować dzieciaczka.


Dziękuję za bardzo wiele serdecznych słów pod ostatnim postem. Pozdrawiam i zapraszam ponownie :)

wtorek, 19 maja 2020

Lady w oprawie

Wyszywając tę "Lady" nie miałam pomysłu na oprawę i miejsce dla niej. Haft powstał tak po prostu, bo podobała mi się twarz tej kobiety. Któregoś dnia jednak, przekopując moje strychowe zasoby, natchnęło mnie. Znalazłam ramkę idealnie pasującą do haftu. Miejsce też znalazłam...
Oto prezentacja:


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny:)

środa, 13 maja 2020

Miętowa taca

Od siostrzenicy dostałam zlecenie na wykonanie tacy, która miałaby wpasować się między innymi w puf w kolorze mięty i służyć czasami za stolik kawowy. Z wielu propozycji padło na ten zestaw serwetek.
Serwetki są urocze, jedne z moich ulubionych, ale stały się zagwozdką, jak wykorzystać je do ozdobienia tacy?
Pogłówkowałam i wyszło tak: środek w kształcie ośmiokąta wkleiłam w całości, resztę, gałązka po gałązce doklejałam kontynuując wzór. Boki i spód tacy pomalowałam oliwkową bejcą.
 Z bliska...

 A tak się prezentuje w mieszkaniu Siostrzenicy

No i mamy dowód, w jaki sposób technika decoupge daje możliwość spersonalizowania przedmiotów i indywidualnego dopasowania ich do wnętrza. Za to między innymi kocham decoupage :) 
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny.

niedziela, 10 maja 2020

Majowa pocztówka z Roztocza - Biała Góra.

Korzystając z pięknej majowej pogody i odwiedzin córki, pojechaliśmy na krótką wycieczkę w okolice mojego miasta czyli Tomaszowa Lubelskiego. Niektórzy to miejsce nazywają małymi Bieszczadami, wydaje się, że całkiem słusznie...
A tak pięknie o tym miejscu pisze Karol Jańczuk
Tam, gdzie słowiańskie legendy wciąż są żywe.
Wiatr szepcze w listkach młodych wiązów pieśni stare. Pieśni z zamierzchłych czasów, kiedy Roztocze porastały puszcze nieprzebrane, a w nich siła zwierza wszelakiego, a ruczaje ryb pełne.
Pieśnią wiatru jest legenda. Legenda o starym grodzie. Grodzie z czasów, gdy te ziemie zwano Grodami Czerwieńskimi.
Grodzie zwanym Medno.
Nie dziwota iż nasi przodkowie wybrali to miejsce. Biała Góra zapewne i za ich czasów była dumna, wyniosła i niedostępna. Dając wspaniały wgląd na okolicę.
Czasem zastanawiałem się nad nazwą.
Medno. Czyli "miodno".
Czy mieszańcy słynęli z produkcji miodu? Tego płynnego złota? Czyli musiał być to bogaty gród. Miód przecież do dziś jest cenny. Bogaty gród i bezpieczny, bo pszczoły wymagają cierpliwości i troski.
Medno zostało ponoć zniszczone do szczętu w XIII wieku przez Tatarów. Tak przynajmniej twierdzi "Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich".
Trudno szukać śladów po Mednie.
Ale ziemia wciąż pamięta.
Odwiedź Medno.
Posłuchaj tajemnej pieśni którą wyszepcze Ci wiatr.
W skrócie, Biała Góra poleca się na majowy weekend!

 Autorką zdjęć jest moja córka, Milena Piwko

 Pięknej, słonecznej pogody wszystkim życzę, nie tylko za oknem, ale w sercu też...



niedziela, 19 kwietnia 2020

"Zostań w domu" z haftem

Już ponad miesiąc temu usłyszeliśmy wszyscy  rekomendację "zostań w domu". No to zostałam. Nie narzekam; nie wszyscy mogą bezpiecznie siedzieć w domu. Czas mam maksymalnie wypełniony - nadal mam pracę (wprawdzie zdalnie, ale mam, próbując wszelkimi możliwymi przede wszystkim dla swoich uczniów sposobami kontynuować ich nauczanie) no i mogę robótkować. 
W związku z tym wpadłam na "genialny" pomysł wziąć się za zestaw, który jakimś szczęśliwym trafem, za kilkanaście złotych zakupiłam swego czasu w ciuchlandzie. Moja ocena tego zestawu była następująca: piękny motyw dalii (moim zdaniem piwonii), gotowy haft 40x40cm (akurat na poduszkę będzie), kanwa 14 (już dawno na takiej nie wyszywałam - łatwizna)... Akurat będzie na czas akcji "zostań w domu".
No to proszę. Oto dotychczasowy efekt! Miesiąc pracy i wyszyta może jakaś 1/12 całości. Teraz widzę, że nie był to odpowiedni projekt na czas pandemii. Nie wyobrażam sobie, aby akcja "zostań w domu" miała trwać 12 miesięcy!
Szczerze mówiąc jakiś brak wyobraźni mnie w momencie wyboru tego haftu ogarnął. Wyszywając teraz tę dalię/piwonię czuję się jak kiedyś dawno temu, jeszcze w szkole średniej, kiedy namiętnie robiłam na drutach i postanowiłam zrobić sweter w pepitkę! Do tej pory "z podziwu" wyjść nie mogę swojej pomysłowości (tak na marginesie tylko przód zdołałam zrobić w pepitkę, reszta wyszła już jednolita).
Jak widać wzór nie należy do łatwych, do tego 46 kolorów nici w bardzo zbliżonym kolorze. Dla ułatwienia pracy wyciągnęłam nawet nieużywaną do tej pory podkładkę z magnetycznymi znacznikami. Należę jednak do osób, które jak coś zaczęły, to i kończą. Kiedyś więc, mam nadzieję, pochwalę się wam efektem końcowym.
Życzę nam wszystkim, aby przymusowe siedzenie w domu skończyło się zdecydowanie szybciej niż dokończenie tego haftu przeze mnie. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)